Image Alt

10.07 11:30 Katarzyna Roj „Pole Regeneracji” – opowieść performatywna

Opowieść performatywna

Katarzyna Roj 'Pole Regeneracji'

Wrocławskie Pola Irygacyjne zaczęły działać jako Städtliche Rieselfelderw Breslau dokładnie 28 czerwca 1881 roku. Tego dnia, po raz pierwszy, wydaliny z miasta zostały przepompowane na pola. Na ich infrastrukturę kanalizacyjną składały się m.in z kolektory, rozprowadzalniki, osadniki, kwatery zalewowowe, wpusty zasuwowe, rowy, a także niewidoczne dreny i sączki. Tworzyły delikatny rysunek w krajobrazie pól. Dominował sielski, monotonny krajobraz, wzbogacony drzewami owocowymi i bazaltowymi drogami. Ścieki wydalone na pola powolnie przesączały się po ich powierzchni, a wyczyszczone przez rośliny i glebę, trafiały bezpiecznie do rzeki. Przez długi czas działało to dobrze. Po wojnie dalej służyły, tym razem Polakom. Oficjalnie przestały działać dopiero w 2015. Przez 134 lata czyściły wszystko, co z miasta; najpierw niemieckie, potem polskie. Oczywiście, to wielkie uproszczenie, bo na pola trafiały wydaliny wszelkich klas i narodowości osób mieszkających tutaj.

Rozwój miasta wymagał większego obszaru, który mógłby strawić jego konsumpcję i tak pola zaczęły się z czasem rozrastać, a następnie puchnąć, osiągając w latach osiemdziesiątych XX wieku granicę swojej wydolności. I wtedy wydarzył się cud: zawiązał się tu wodno-bagienny ekosystem. Mokradła to przecież najbardziej zagrożone siedliska, właściwie większość zniknęła z powierzchni Ziemi ze względu na aktywność ludzką. A tu, niejako w symbiozie z fizjologią człowieka, wytworzyło się to wielkie, cuchnące bagnisko. A po czasie – perła lokalnego środowiska ornitologów i ptasiarzy. Dziś, po odłączeniu od metabolizmu miasta, zagrożona jest suszą, która na naszych oczach zmienia panujące tu życie.

Zazwyczaj słyszymy historię o człowieku, który zniszczył swoje przyrodnicze otoczenie. Tym razem może być inaczej. W polach jest pewien paradoks: ze względu na niski stopień przekształcenia można zaliczyć je do krajobrazów reliktowych. Z drugiej strony, ten podmokły ekosystem jest wynikiem działalności ludzkiej i uzależnił się od stałych dostaw wody, pompowanej tu wraz ze ściekami. Gdy powstała nowa oczyszczalnia ścieków, ścieki popłynęły do niej. A pola przeszły na suchą emeryturę.

Swoją opowieścią pragnę uchwycić moment ich przemiany i wskazać kilka pomocnych tropów do zrozumienia tego obszaru. Z doświadczenia wielu spotkań na polach wyniosłam specyficzną wiedzę o tym, jakie relacje człowieka z przyrodą mogą służyć obu stronom. W polach poczułam inkarnację idei miejskiego sanatorium, które wspiera człowieka w niemiłym dla niego przebodźcowaniu. A jednak służy mu przy okazji, koncentrując się przede wszystkim na własnej odporności i dobrostanie roślin i zwierząt tam żyjących.